Zacznij tu

1.      Mam świetnie prosperujący biznes. Czy mimo to powinienem zmieniać ofertę?

Oczywiście gratuluje jeśli faktycznie tak jest. Ale odpowiedz sobie na pytanie: A co to znaczy świetnie prosperujący? Czy to oznacza największe przychody, a może największą liczbę odwiedzin albo powrotów. Często tłumaczymy sobie: my to w sumie nie mamy źle,inni mają gorzej. Tylko po to by uchronić się przed zmianą. Przecież niewiadomą. Po zmianie może przecie gorzej. Ona może być niewygodna, trudna do wprowadzenia, wymagająca wyrzeczeń. Fakt jest taki, że wybierasz nie pomiędzy wprowadzeniem zmiany, a nie wprowadzeniem zmiany. Wybierasz pomiędzy tym co znajome i wygodne, a tym co nowe, nie wygodne. Zmiany są konieczne, w każdej ofercie. A to dlatego, że klientów pociąga to co nowe i przyjeżdżają w większości przypadków po emocje. No chyba, że twoimi klientami są wyłącznie seniorzy. Wówczas faktycznie masz racje koło setki chce się przede wszystkim świętego spokoju, a już od siedemdziesiątki ludzie mają trudności z zasypianiem w nowych miejscach. Więc wtedy zbyt dużo zmian jest niewskazane. Pamiętaj jednak, że konkurencja nie śpi.w jaki Jeśli nie będziesz przynajmniej raz na sezon robił czegoś nowego w swojej  ofercie to zwyczajnie straci na wartości. Twoi  klienci zaczną przechodzić do konkurencji ponieważ zwyczajnie się znudzą. Wtedy właśnie odkryjesz, że wybierałeś pomiędzy ewentualną porażką (po działaniu), a pewną, z góry wiadomą porażką (po braku działania).

2.      Jest mnóstwo „wujków dobra rada”. Kogo słuchać?

Najlepiej oczywiście siebie. Ty jesteś swoim najlepszym doradcą. Gdy ktoś coś podpowiada, zanim ślepo zaufasz zapytaj siebie. Jaki on ma interes w tym by mi się udało? Czym uzasadnia swój pomysł? Czym motywuje, czym przekonuje? Na ile to wiarygodne? A co to właściwie znaczy „wiarygodne”? Słuchanie wielu i wprowadzanie wielu rozwiązań jest najgorszym, najbardziej pochłaniającym pieniądze, czas i przede wszystkim energie rozwiązaniem. Będzie mi bardzo miło jeśli to właśnie moimi poradami się zainspirujesz, Przypominam też o możliwości e-mailowej konsultacji ze mną.

3.      Od czego zacząć?

Jeśli nie wiesz już tak zupełnie od czego to proponuję od zastanowienia się: Kogo najczęściej gościsz, kto jest twoją grupą docelową? Porozmawiaj z kilkoma z tych osób lub poszukaj co ja proponuję dla akurat tej grupy docelowej.

4.      W jaki sposób tak na sucho dowiedzieć się czy zmiana zadziała?

Do tego służą badania rynku. Możesz wykorzystać do nich social media. Twórz ankiety,  pytaj, rozmawiaj w komentarzach, przeglądaj fora, grupy, dyskusje. Podpowiem: czasem klient nie ma konkretnego wyobrażenia o oczekiwanej atrakcji. To częste jeśli grupą docelową są osoby poszukujące nowych wrażeń i wyjeżdżają głównie po emocje. Ten teoretycznie brak konkretnego wyobrażenia to bardzo cenna informacja. Gwarantuje powodzenie wprowadzanego urozmaicenia jeśli ono dostarcza silnych wrażeń.

5.      Czy mój obiekt ma szanse być najlepszym wyborem?

Tak, powiem więcej: Każdy ale to każdy obiekt zaczynał. Utrzymały się tylko te, które pokornie, mimo wszystko prowadziły ciągle to co zamierzyły.

6.    Dopiero startuję i mam mały budżet. Czy to oznacza, że jestem skazany na porażkę?

Gdy każdy tak myślał… Najlepiej wyspecjalizuj się w zdobywaniu określonych klientów. Oczywiście wcześniej ustal jakich i trzymaj się tego ustalenia, nawet jeśli raptem wpadniesz na „ciekawszy” pomysł. Pamiętaj, że dla większości turystów najważniejszym wyznacznikiem „pewności” oferty jest konsekwentne działanie organizatora. Nikomu nie uśmiecha się wyjechać na urlop by zastanawiać się czy w trakcie organizator się nie „rozmyśli”.

7.      To chyba nie dla mnie bo mam stałych klientów.

Oczywiście gratuluję. Tylko zważ klienci są ale zawsze mogą przejść do konkurencji. Może ich tam przyciągnąć chociażby ciekawość. Czasem w sezonie bywa niesprzyjająca pogoda. W takim wypadku warto próbować coraz to nowszych rozwiązań na deszcz. Warto mieć zawsze asa w rękawie.